Wydanie: PRESS 04/2010

Ruletka

Pan, tak jak Tomasz Lis, uważa, że sama Pana obecność na antenie uzdrawia sytuację w Trójce?
Staram się nie przeceniać swojej roli. Myślę, że należę do pewnego grona, które wytwarza styl Trójki, chociaż przecież są tam gwiazdy większe ode mnie. Ja się do tego stylu dopasowałem.
Na razie to Pan i wiele osób z redakcji zostaliście uznani za buntowników.
Jeśli ma pan dobrą pracę w dobrze zarządzanej firmie i nagle wkracza szkodnik, to mówi pan: „Bardzo przepraszam, ale mi się to nie podoba”.
To mnie Pan zdziwił. Trójka była dobrze zarządzana?
Gdy dyrektorem była Magda Jethon, Trójka była dobrze zarządzana. A w kontekście ostatnich wydarzeń jako o dobrym dyrektorze zaczynam myśleć również o Krzysztofie Skowrońskim. Chociaż za jego czasów odszedłem z Trójki. Jednak jeśli chodzi o pomysł na sprofilowanie stacji jako radia dla młodej inteligencji, Krzysztof ma duże zasługi. Magda Jethon zarządzała Trójką w taki sposób, że w warunkach kryzysu kończyliśmy ubiegły rok jako jedyny kanał Polskiego Radia bez strat.
Tak naprawdę od dawna jesteście w uścisku polityków. Nie ma znaczenia, czy przychodzi Skowroński, Jethon czy Sobala. Ich zawsze wyłania aktualny mechanizm polityczny.
Ten mechanizm, działający od bardzo dawna, jest patologią. On wypluwa – czy ładniej mówiąc: wskazuje – raz ludzi, którzy znają się na powierzonej im robocie, a innym razem tych, którzy się na tej robocie nie znają. Przyszedłem do Trójki, początkowo jako współpracownik, w 2001 roku. To był okres niedobry dla stacji: dyrektorem był Witold Laskowski. Lecz że gardził publicystyką, nie wtrącał się do niej. Dlatego mogłem spokojnie robić to, co do mnie należało.
Nie przeszkadzało Panu, że Laskowski chciał skrajnie skomercjalizować Trójkę?
Zaproponował mi tę robotę Andrzej Rychcik, który był szefem ówczesnej redakcji słowa. Znaliśmy się ze studiów, a potem z pracy przy „Pegazie” w TVP. Moja filozofia była wtedy żywcem przeniesiona z telewizji. Brzmiała: „Moja chata z kraja”. Zdaje się, że wtedy to była filozofia większości ludzi pracujących w Trójce. Także dlatego, że w latach 90. mocno jej spadła słuchalność, więc wszelkiego rodzaju podskakiwanie, bunty i protesty nie miałyby żadnego odzewu społecznego.
Z tego, co pamiętam, protestów przeciwko komercjalizacji Trójki przez dyrektora Laskowskiego nie brakowało – tylko że nie wychodziły z radia. Protestowali dziennikarze innych mediów i słuchacze.
Tak, była grupa ludzi, którzy protestowali przeciwko temu, co robił dyrektor Laskowski, ale ja wtedy przyszedłem do środowiska zdezintegrowanego. W redakcji słowa, zajmując się wieczornymi emisjami, robiliśmy porządną robotę radiową. To, co się działo w Trójce o innych porach, czasami się nam podobało, czasami żenowało.

Więcej w kwietniowym numerze "Press" - kup teraz e-wydanie

 

Aby przeczytać cały artykuł:

Zapisz się na nasz newsletter i bądź na bieżąco z najświeższymi informacjami ze świata mediów i reklamy. Pressletter

Press logo
Ta strona korzysta z plików cookies. Korzystając ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies w przeglądarce zgadzasz się na zapisywanie ich w pamięci urządzenia. Dodatkowo, korzystając ze strony, akceptujesz klauzulę przetwarzania danych osobowych. Więcej informacji w Regulaminie.